- Mam materiał, mam materiał. – ta radosna myśl kołatała mi w głowie, kiedy biegłam przez miasto. Chociaż właściwie, jakie biegłam? Niewidzialne skrzydła unosiły mnie nad ziemią i wcale im nie przeszkadzało, że jestem cięższa o solidny kawałek tortu otrzymanego od szanownego grona czcicieli jubileuszu jeszcze bardziej szanownego literata. Mknąc tak rozanielona, minęłam radiową portiernię i forsując najtrudniejszą do pokonania przeszkodę w postaci drzwi, które trzeba było otworzyć specjalną kartą z czytnikiem, wleciałam po schodach do redakcji.
- Mam materiał! – wykrzyknęłam ubierając tym samym moje myśli w słowa.
- To dobrze, a na jaki temat? – zapytała redaktor, która dziś była wydawcą i która sama mi ten materiał zleciła. W jednej chwili z moich skrzydeł zostały pojedyncze piórka.
- No, o tym słynnym literacie, który miał dziś święto. – odparłam skołowana. Czyżbym sobie to tylko wymyśliła? W końcu tyle razy marzyłam o dostaniu własnego materiału, że może z tego wszystkiego wmówiłam sobie, że muszę to nagrać. No ale z drugiej strony, przecież nie słyszałam wcześniej o kwartalniku „Takt”? Zaraz, a może mi się to wszystko przyśniło? Może ja wcale nie byłam na imprezie u literata?
- Aaa, ten materiał… – redaktor Marlena Ruda rozwiała moje wątpliwości.
To znaczy, że jeszcze nie ześwirowałam i nadal odróżniam realność od fikcji. Uff, ale ulga.
- No to siadaj i montuj, – oznajmiła.
- A na którym komputerze? – zapytałam.
- Na którym chcesz. – odparła.
- To może skorzystam z tego w pani pokoju? – wyszeptałam nieśmiało.
- A broń Boże! – wykrzyknęła - Z tego nie. Zaraz będzie mi potrzebny.
Pierwszą zasadą, której musi trzymać się stażysta, jest nie korzystanie z urządzeń, które łączy wspólna przeszłość z nerwowymi dziennikarzami. Innymi słowy, jeżeli z danego komputera zazwyczaj korzysta jakiś radiowy pieniacz i do tego ten pieniacz ma akurat dyżur, to pod żadnym pozorem nie można nawet popatrzyć w kierunku nieszczęsnego ustrojstwa. Pieniacze są mocno do nich przywiązani. Łączy ich wspólna przeszłość, znają swoje sekrety, dbają o siebie, czasem się kłócą. Myślę, że nawet po cichu się kochają, chociaż nikomu za żaden skarby świata się do tego nie przyznają. Takich miłostek między komputerem a jego panem nie ma w radiu wiele, ale jeśli już się zdarzają, to osoby trzecie nie powinny się do nich mieszać. Nawet, jeśli akurat dany komputer nie ma z nikim romansu, to i tak trzeba liczyć się z tym, że może przyjść ktoś bardziej doświadczony od szarego stażysty i wykopać biedaka, zostawiając go z niedokończonym materiałem. Szkoda, że nie da się tego wcześniej przewidzieć. No ale jak mawiają dresiarze; jest ryzyko, jest zabawa.
- No, o tym słynnym literacie, który miał dziś święto. – odparłam skołowana. Czyżbym sobie to tylko wymyśliła? W końcu tyle razy marzyłam o dostaniu własnego materiału, że może z tego wszystkiego wmówiłam sobie, że muszę to nagrać. No ale z drugiej strony, przecież nie słyszałam wcześniej o kwartalniku „Takt”? Zaraz, a może mi się to wszystko przyśniło? Może ja wcale nie byłam na imprezie u literata?
- Aaa, ten materiał… – redaktor Marlena Ruda rozwiała moje wątpliwości.
To znaczy, że jeszcze nie ześwirowałam i nadal odróżniam realność od fikcji. Uff, ale ulga.
- No to siadaj i montuj, – oznajmiła.
- A na którym komputerze? – zapytałam.
- Na którym chcesz. – odparła.
- To może skorzystam z tego w pani pokoju? – wyszeptałam nieśmiało.
- A broń Boże! – wykrzyknęła - Z tego nie. Zaraz będzie mi potrzebny.
Pierwszą zasadą, której musi trzymać się stażysta, jest nie korzystanie z urządzeń, które łączy wspólna przeszłość z nerwowymi dziennikarzami. Innymi słowy, jeżeli z danego komputera zazwyczaj korzysta jakiś radiowy pieniacz i do tego ten pieniacz ma akurat dyżur, to pod żadnym pozorem nie można nawet popatrzyć w kierunku nieszczęsnego ustrojstwa. Pieniacze są mocno do nich przywiązani. Łączy ich wspólna przeszłość, znają swoje sekrety, dbają o siebie, czasem się kłócą. Myślę, że nawet po cichu się kochają, chociaż nikomu za żaden skarby świata się do tego nie przyznają. Takich miłostek między komputerem a jego panem nie ma w radiu wiele, ale jeśli już się zdarzają, to osoby trzecie nie powinny się do nich mieszać. Nawet, jeśli akurat dany komputer nie ma z nikim romansu, to i tak trzeba liczyć się z tym, że może przyjść ktoś bardziej doświadczony od szarego stażysty i wykopać biedaka, zostawiając go z niedokończonym materiałem. Szkoda, że nie da się tego wcześniej przewidzieć. No ale jak mawiają dresiarze; jest ryzyko, jest zabawa.
Kierując się tą maksymą wybrałam kompa, przy którym zwykle pracuje kierownik redakcji reporterów. Nie, żeby od razu był między nimi jakiś romans. Ot, po prostu bardzo się lubią.
- Może i my się polubimy komputerku? – pomyślałam i uśmiechając się do monitora zabrałam się do pracy.
- Może i my się polubimy komputerku? – pomyślałam i uśmiechając się do monitora zabrałam się do pracy.
Dobrze,że nie "Czarna";)
OdpowiedzUsuń