- Panie kochanieńki, na pewno nic się dla nas nie znajdzie? - Dagma próbowała zmusić strażnika do wykopania nowego samochodu spod ziemi.
- Panda Rakowskiej gdzieś pojechała. Jest tylko Matiz Federowicza. - wyjaśnił ochroniarz.
- Dobra, bierzemy matiza. - wykrzyknęłam uradowana. W tym momencie wszystko zamarło. W przenikającej hall ciszy, można było usłyszeć jedynie tupanie muchy na suficie. Strażnik patrzył na mnie jak, na uciekinierkę z zakładu dla obłąkanych, a Dagma ciskała z oczu pioruny.
- Czyś ty oszalała?! - wykrzyknęła ciągnąc mnie za rękaw w kierunku redakcji informacji. - Zapamiętaj sobie, że jeśli reporterzy zgarną samochody przed tobą to masz jeszcze tylko jedno wyjście. Możesz próbować pożyczyć samochód z kulturówki. To służbowe auto Rakowskiej. Całkiem fajna babka i nie robi na ogół problemu, chyba że akurat ktoś z redakcji kultury jest w potrzebie. Ale oni rzadko jeżdżą rano, bo obskakują najczęściej wieczorne imprezy. - tłumaczyła poruszając się jednocześnie czymś na kształt marszo-biegu. - Jeśli jednak okaże się, że kulturalni gdzieś pojechali, a tobie się bardzo spieszy i nie masz czasu na autobus, to jedyną możliwością jest pojechanie własnym autem.
- Ale ja nie mam swojego samochodu. - wysapałam marszobiegnąc po schodach.
- Ja też nie, a nawet gdyby, to nie mam zamiaru go używać do celów służbowych. Raz tylko pożyczałam od kumpla jego rzęcha, kiedy musiałam pojechać na zamiejscowe nagranie. Ale wtedy to były moje początki w radiu. Wiesz, naiwność żółtodzioba. - oznajmiła z mentorską miną.
- Znalazła się doświadczona dziennikarka z prawie dwumiesięcznym stażem. - pomyślałam z przekąsem. Na głos zaś dodałam - No to co w takim razie trzeba wtedy zrobić?
- Pozostaje jeszcze taksówka. - odparła i wparowując do jednego z pomieszczeń stanęła nad głową redaktora Kwietniewskiego, kierownika tego przybytku.
- Nie mamy czym pojechać na nagranie. - bez ceregieli zakomunikowała.
- I co teraz? - żółwim głosem zapytał Kwietniewski, obracając się powoli na krześle w naszym kierunku.
- Jak to co? Potrzebna nam taksówka. - ciągnęła moja redakcyjna koleżanka.
- No to łapcie ją - zachichotał.
- Ale przecież nie będziemy płacić z własnej kieszeni - odparła oburzona.
- Kolego! - wykrzyknął Kwietniewski na widok wchodzącego do pokoju młodszego redakcyjnego Romka, machającego kluczykami do pandy. - Gdzie ty teraz jedziesz?
- Eee, no, nagranie mam - odparł.
- Gdzieś w okolicach uniwersytetu może? - zapytał wice-kierownik.
- Właściwie parę ulic wcześniej. A co? - popatrzył zdziwiony.
- No to się świetnie składa. Będziesz miał dwie pasażerki. Dziewczyny, jedziecie z Romkiem. Podrzucisz je na uniwerek - zadecydował.
- A czym niby wrócimy? - Dagma nie czuła się usatysfakcjonowana takim rozwiązaniem.- Mamy to nagrać na dwunastą. Nie wyrobimy się autobusem.
- Baby, ja z wami oszaleję. Weźcie karnety na taksówkę. Tylko mi już nie marudźcie - odrzekł wręczając nam świstki papieru.
- Dzięki szefie. - zanim się obejrzałam Dagma z Romkiem byli już w połowie schodów.
- Jak tak dalej pójdzie, to najpóźniej za miesiąc dostanę zawału - moje myśli sapały razem ze mną, kiedy wypluwając płuca próbowałam ich dogonić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz