piątek, 15 czerwca 2012

Reporterów portret własny.



- Piiiip pip piiip pipipipi! To jest pip moja łyżeczka! Pipipipi! Szewczuk tyle razy ci mówiłem, nie ruszaj pip nie swoich rzeczy! A już tym bardziej nie ruszaj moich rzeczy! Czy ty u diabła nie możesz sobie przynieść z domu swojej łyżeczki?! Czy to pip jest takie skomplikowane pip?! -  od samego rana  redaktor Koń w subtelny sposób dawał do zrozumienia, że pożyczanie cudzych rzeczy bez pytania nie jest zgodne z zasadami savoir-viveru, latając przy tym po pokoju z zaciśniętą w ręku łyżeczką do herbaty. Ten kulturalny inaczej facet był w gruncie rzeczy porządnym gościem tyle, że po wielu latach pracy w branży, jego nerwy uległy znacznej eksploatacji. Tak jak nerwy większości pracowników redakcji informacji.
- Jak nie chcesz żebym zabierał twoją łyżeczkę to se kup sejf i ją tam zamknij! - ofiara Konia nic sobie nie robiła z usłyszanej przed chwilą reprymendy. Widocznie przywykła już do agresywności kolegi.
- Żebyś wiedział, że sobie kupię! I wiesz co potem zrobię?! Wsadzę cię pip do środka, żebyś nie zabierał mojej łyżeczki! - odparł czerwony z gniewu Koń, który mimo całej mojej sympatii do niego, bardziej przypominał teraz świnkę niż wierzchowca.
- Skończcie się kłócić i chodźcie na zebranie. Szefostwo idzie. - głos jednej z dziennikarek przerwał poranną "sprzeczkę" i dwaj skaczący sobie przed chwilą do oczu mężczyźni grzecznie potuptali do pokoju obok. Sprawy nie było. Łyżeczka, choć nieumyta, powróciła do właściciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz