środa, 30 maja 2012

Z kim ja rozmawiam?

stary kałamarz z piórkiem
fot. Rafał Babczyński
 - Mogę pana porwać na chwilę i zadać parę pytań? - znowu zabrzmiało, jakbym była z policji i przeprowadzała przesłuchanie. Jeszcze tylko nakaz rewizji, dwóch goryli ze sobą i mogłabym robić za agentkę wydziału zabójstw.
Oskarżony - Jaromir Szklarski.
Zawód -  literat, ale konkretnie to nie wiem, co literuje.
Zarzut -  zrobił fetę na sto dwa, przez co pokrzyżował szyki stażystce z radia, która spodziewała się spotkania literatów.
Szkody, jakie wyrządziło jego postępowanie -  nieprzygotowaną na taką sytuację dziewczynę niemal przyprawił  o atak serca. Znerwicowana stażystka w trybie natychmiastowym musi podjąć leczenie psychiatryczne z powodu nerwicy i stanów lękowych pojawiających się na widok ludzi kultury.
Kara -  w wywiadzie, który przeprowadzi poszkodowana, oskarżony ma odpowiadać krótko, zwięźle i na temat, żeby stażystka nie miała potem problemów ze zmontowaniem zbyt długiej albo pozbawionej sensu wypowiedzi.
Skazany kary nie wykonał. Gadał i gadał i gadał.
Wróćmy jednak do początku tej rozmowy. Literat ochoczo przystał na moja prośbę. Przeszliśmy do drugiego pokoju, tam gdzie myślałam, że odbywa się spotkanie literackie w języku migowym. Herbatka, torcik. Możemy zaczynać. Jeszcze tylko trzeba wymyślić pytania. Hmm... Najlepiej odnośnie twórczości. Tylko co on tworzy? No właśnie.
 - A więc, na początek niech pan powie słuchaczom coś na temat swojej twórczości. - w tym momencie przypomniały mi się wszystkie zasady gramatycznego i składnego tworzenia pytań. Pierwsza z nich brzmiała - Nie zaczynaj zdania od "a więc". - Trudno. Ta rozmowa i tak jest spisana na straty.
No i się zaczęło... Najpierw była długa opowieść o dzieciństwie. - A ja nie wiem, co on tworzy. -Potem jeszcze dłuższa opowieść o studiach i życiowych mentorach. - Dalej nie wiem, co on tworzy. - Wreszcie wspomnienie redakcyjnych kolegów. - Teraz to w ogóle nie wiem, co oni wszyscy tworzą. Matko! Gada już prawie dwadzieścia minut! Jak ja mam z tego słowotoku wybrać trzydzieści sekund? -  Stop. Zablokowałam minidiska. Dobrze, że się nie zorientował.
- ...tworzyliśmy wbrew wszelkim regułom. Było to dla nas o tyle trudne, co ... - mówił literat.
- Au! Już nie mogę. Zaraz mi ręce
odpadną od trzymania tego ustrojstwa. - cała moja uwaga skupiona była na robieniu mądrej miny, przekładaniu mikrofonu z jednej ręki do drugiej i żałowaniu, że nie wzięłam ze sobą statywu. Pomyślałam, że czas to przerwać.
- Jakie wskazówki pan, jako doświadczony literat, dałby młodym ludziom stawiającym pierwsze kroki w tej dziedzinie? - bezczelnie wtrąciłam w środku kolejnej bardzo długiej opowieści.
- Poleciłbym młodym poetom... - zaczął.
- On jest poetą!!! - w duchu zawyłam z radości. - Jejuńciu, jak ja się cieszę, że się wreszcie tego dowiedziałam. Gramy. Minidisk. Dwudziesta druga minuta. Akcja.

1 komentarz: