Na górze czekała nas niemiła niespodzianka. Brak wolnych komputerów. Każdy siedział i montował, a mnie krew zalewała na myśl, że muszę czekać.
- Ważniacy. Robią te swoje materiały. Że niby katastrofa jakiegoś pociągu i trzeba to zaraz nadać. Co tam pociąg? Skoro się wykoleił, to już nigdzie nie odjedzie. I po co się spieszyć? A tacy emeryci? Jeśli nie dowiedzą się, że są dla nich darmowe szczepionki, to wezmą i się pochorują i jeszcze jakaś epidemia z tego będzie.
Pozostali mieli jednak odmienne zdanie i musiałam odczekać swoje.
- No dobra. Co mam robić? - zapytałam Dagmy, po tym jak wreszcie zwolniło się miejsce do montażu.
-Zacznij pisać tekst. - zakomunikowała moja wspólniczka.
- W tym akurat jestem świetna - pomyślałam i zabrałam się do pracy.
Po godzinie wszystko było zmontowane i napisane. Jeszcze tylko korekta mojej podprowadzki, przez o miesiąc starszą stażem koleżankę.
- No dobra. Co mam robić? - zapytałam Dagmy, po tym jak wreszcie zwolniło się miejsce do montażu.
-Zacznij pisać tekst. - zakomunikowała moja wspólniczka.
- W tym akurat jestem świetna - pomyślałam i zabrałam się do pracy.
Po godzinie wszystko było zmontowane i napisane. Jeszcze tylko korekta mojej podprowadzki, przez o miesiąc starszą stażem koleżankę.
A to paskuda, wykasowała to, co zrobiłam i napisała po swojemu. Bezczelność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz