wtorek, 15 maja 2012

Wszystko mi wykasowała.

Kurcgalopem pognałyśmy na górę, do redakcji. Wiatr, który same wytworzyłyśmy biegnąc, rozwiewał nasze włosy - moje mniej, bo miałam kucyka - niczym morska bryza targająca fryzurę Kate Winslet w "Titanicu", kiedy stojąc na dziobie statku rozpościerała ręce w geście wolności. Adrenalina podskoczyła we mnie na myśl, że za chwilę stworzę dzieło godne dziennikarza roku.
Na górze czekała nas niemiła niespodzianka. Brak wolnych komputerów. Każdy siedział i montował, a mnie krew zalewała na myśl, że muszę czekać.

- Ważniacy. Robią te swoje materiały. Że niby katastrofa jakiegoś pociągu i trzeba to zaraz nadać. Co tam pociąg? Skoro się wykoleił, to już nigdzie nie odjedzie. I po co się spieszyć? A tacy emeryci? Jeśli nie dowiedzą się, że są dla nich darmowe szczepionki, to wezmą i się pochorują i jeszcze jakaś epidemia z tego będzie.
Pozostali mieli jednak odmienne zdanie i musiałam odczekać swoje.
- No dobra. Co mam robić? - zapytałam Dagmy, po tym jak wreszcie zwolniło się miejsce do montażu.
-Zacznij pisać tekst. - zakomunikowała moja wspólniczka.
- W tym akurat jestem świetna - pomyślałam i zabrałam się do pracy.
Po godzinie wszystko było zmontowane i napisane. Jeszcze tylko korekta mojej podprowadzki, przez o miesiąc starszą stażem koleżankę.  
A to paskuda, wykasowała to, co zrobiłam i napisała po swojemu. Bezczelność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz