poniedziałek, 28 maja 2012

Służba nie drużba.

Puk puk. Czekam. Nic. Puk puk. Chyba mnie nie słyszą. Skoro nikt mnie nie zaprosił, postanowiłam, że sama się wproszę.
- Dzień dobry! Czy tu odbywa się spotkanie literatów? - zapytałam, starając się przekrzyczeć gwarne towarzystwo. 

W jednej chwili zapadła cisza i oczy wszystkich biesiadujących zwróciły się w moją stronę. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, w jak idiotycznej sytuacji się znalazłam. - Przecież ja nawet nie wiem, czy to są literaci, a jeśli tak, to czy poeci, pisarze, czy też inny czort? - Tak czy siak, to co się tu działo w żadnym stopniu nie przypominało wieczorku poetycko-literackiego. Raczej wyglądało na najzwyklejszą w świecie bibkę, ze stołami suto zastawionymi jedzeniem i alkoholem. Przy nich,  w szampańskich nastrojach, siedzieli elegancko ubrani ludzie, którym daleko było do czytania poezji. Chyba, że tomiki mieli pochowane pod stołami i kontem oka zerkali na ich zawartość.
Kiedy pierwsze zdumienie na widok mojej osoby minęło, chybaliteraci wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Spotkanie literatów powiada pani. - powtórzył siedzący najbliżej drzwi mężczyzna, gestem zapraszając mnie do środka. - Można to i tak nazwać. Bo widzi pani, my tu mamy dzisiaj jubileusz 
i z tej okazji bawimy się w najlepsze. - tłumaczył sadzając mnie na krześle.
- Z jakiego radia pani do nas przychodzi?- zapytała jedna z literatek i nie była nią mała szklaneczka przeznaczona do picia wódki, chociaż na stole można było dopatrzeć się i takich.
Odpowiedziałam jej nieco wystraszona, żałując, że przed wejściem do tego przybytku rozpusty sama sobie czegoś nie golnęłam dla kurażu.
- To pewnie zna pani Alinę Masłowską? - kontynuowała moja rozmówczyni.
- Właściwie to ja tam znam niewiele osób, bo dopiero zaczynam. Jestem na stażu. - odparłam czując, że gula w moim gardle coraz bardziej się powiększa.
- Nie męczmy już pani. - powiedział ten sam człowiek, który zaprosił mnie do środka. - Proszę, tu jest torcik. Jeszcze kieliszeczek dla pani redaktor poproszę. Napije się pani szampana za zdrowie jubilata, prawda?
- Który to ten jubilat? Żeby chociaż siedział na honorowym krześle, a tu wszystkie miejsca takie same. A miałam tylko nagrać przemówienie. W co oni mnie wpakowali? -
 myślałam zatrwożona. 
-Tort chętnie zjem, ale za szampana dziękuję. Jestem na służbie. - wydukałam
Na służbie??? Co za baran ze mnie!!! Zabrzmiało jakbym przyszła kogoś aresztować.
- Poza tym muszę wracać do redakcji. - dodałam.
- Ha ha ha. - zabrzmiał tubalny głos mojego "opiekuna". - Ale chyba wcześniej porozmawia pani z jubilatem? Oto on. - ręką wskazał na siedzącego dokładnie na przeciwko mnie starszego, siwego pana. 
Po wszystkich tu zgromadzonych spodziewałabym się, że mają jubileusz, tylko nie po nim. Był najcichszą osobą na tym spotkaniu. Dobrze, że dowiedziałam się który to. Uff! Co za ulga! Jeszcze tylko muszę go o coś zapytać. Tylko, o co?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz