sobota, 12 maja 2012

Misjonarki.


Zwariowana zakonnica jeżdżąca samochodem w filmach o żandarmie z Luisem de Funesem, to przy nas płotka. Kierowany przez Dagmę dziki mustang, pędził przez miasto z zawrotną szybkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, zipiąc przy tym jak nałogowy palacz z dwudziestokilogramową nadwagą, wspinający się na Mount Everest. W środku siedziały dwie szalone reporterki jadące do jednej z miejskich przychodni, w poszukiwaniu sensacji . Dzięki ci Allachu, że to pudło nie rozkraczyło się nam po drodze i mogłyśmy szczęśliwie dotrzeć na miejsce.
Po zaparkowaniu naszej super bryki uderzyłyśmy szturmem na przychodnię. A niech się dziadki spowiadają do mikrofonu, czy zaszczepili się na grypę. Ale na tym nie koniec. Trzeba było sprawdzić inne placówki zdrowia. Misja mediów publicznych musiała zostać wypełniona. Obywatel ma prawo wiedzieć, ile osób po sześćdziesiątym roku życia szczepi się na grypę. 
Jeździłyśmy po całym mieście niestrudzenie drążąc temat. Udało nam się też porozmawiać z kilkoma recepcjonistkami, a nawet...jedną lekarką! Łaaaał! Trzymajcie mnie! Mamy materiał, że hoho! Możemy wracać do radia na montowanie. Tak, tak, już wiem, że to nie chodzi o rury, ani meble.
Władowawszy się do mydelniczki, Dagma powierzyła mi w opiekę sprzęt. Przez całą drogę nie spuszczałam z niego oka. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby coś stało się z materiałami, które w pocie czoła zgromadziłyśmy. Czułam się jak strażnik stojący przy bramie Pałacu Buckingham, albo jak Cerber pilnujący wejścia do świata umarłych. Byłam gotowa warczeć na każdego, kto zbliżyłby się po mikrofon. Nie zawahałabym się nawet ugryźć.
Całe szczęście dojechałyśmy do rozgłośni bez strat w ludziach, ani sprzęcie. Mydelniczka też nie została uszkodzona. Zostawiłyśmy ją w garażu i pognałyśmy na górę. 
Czas to pieniądz. Reporter musi działać szybko. Spragnieni nowych informacji słuchacze, nie mają dla nas litości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz