- Ale czym? Autobusem? - zapytałam zaskoczona.
- Coś ty? Nie ma na to czasu. W reporterce liczy się szybkość. Bierzemy samochód. - rzuciła i jak torpeda wybiegła z pokoju. Włączyłam turbodoładowanie i pognałam za nią. Całe szczęście, że w recepcji był postój, bo inaczej wyplułabym płuca.
W czasie, gdy moja bardziej doświadczona koleżanka-stażystka załatwiała dowód rejestracyjny i kluczyki, zastanawiałam się, jakim to cacuszkiem pojedziemy.
- Może terenówą? Byłoby super. Ale nie. Terenowe są za wolne. Poza tym ciężko je zaparkować. Może jakąś wyścigówą? Jak w "Policjantach z Miami". To dopiero byłoby coś. Chyba jednak trochę za drogie są. Biorąc pod uwagę nasze realia, pewnie mają jakieś mercedesy, albo ople. Astra, czy Vectra? A może hondy? Tak, hondy są dobre. Reporterzy na pewno jeżdżą hondami.
Wyrywając mnie z rozmyślań, Dagma oznajmiła, że wszystkie formalności są załatwione. Chodem Strusia Pędziwiatra dotarłyśmy do garaży, gdzie stała się rzecz straszna. Moja towarzyszka otworzyła drzwi jednego z nich własnymi rękami! Bez autopilota! Żeby takie rzeczy działy się w radiu? Skandal!
Po tym, jak przy pomocy rąk Dagmy wrota otwarły się, moim oczom ukazał się...CZERWONY MATIZ!!!! Z ogromnym logo rozgłośni na tylnych drzwiach!!!
Dolna warga opadła mi dotykając szyi. Stałam w tej pozie, przypominającej kasownik, który czeka, aż ktoś włoży do niego bilet i zatrzaśnie klapkę, dopóki zniecierpliwiona Dagma nie przywołała mnie do porządku, każąc wsiadać do środka.
- Tą mydelniczką masz zamiar jechać? - zapytałam wybudziwszy się z letargu.
- Nie tylko ja, ale ty też. - oznajmiła z lekką irytacją. - W redakcji reporterów są dwa wozy. Matiz, bez wspomagania kierownicy i Panda, w której często włącza się alarm i trzeba uważać przy wsiadaniu. Był jeszcze jeden samochód, ale w zeszłym tygodniu jakiś redaktor skasował go przy wymuszaniu pierwszeństwa. Nie wiadomo, kiedy dadzą coś w zamian. - wyjaśniła.
Wyrywając mnie z rozmyślań, Dagma oznajmiła, że wszystkie formalności są załatwione. Chodem Strusia Pędziwiatra dotarłyśmy do garaży, gdzie stała się rzecz straszna. Moja towarzyszka otworzyła drzwi jednego z nich własnymi rękami! Bez autopilota! Żeby takie rzeczy działy się w radiu? Skandal!
Po tym, jak przy pomocy rąk Dagmy wrota otwarły się, moim oczom ukazał się...CZERWONY MATIZ!!!! Z ogromnym logo rozgłośni na tylnych drzwiach!!!
Dolna warga opadła mi dotykając szyi. Stałam w tej pozie, przypominającej kasownik, który czeka, aż ktoś włoży do niego bilet i zatrzaśnie klapkę, dopóki zniecierpliwiona Dagma nie przywołała mnie do porządku, każąc wsiadać do środka.
- Tą mydelniczką masz zamiar jechać? - zapytałam wybudziwszy się z letargu.
- Nie tylko ja, ale ty też. - oznajmiła z lekką irytacją. - W redakcji reporterów są dwa wozy. Matiz, bez wspomagania kierownicy i Panda, w której często włącza się alarm i trzeba uważać przy wsiadaniu. Był jeszcze jeden samochód, ale w zeszłym tygodniu jakiś redaktor skasował go przy wymuszaniu pierwszeństwa. Nie wiadomo, kiedy dadzą coś w zamian. - wyjaśniła.
- Trudno. W tej sytuacji lepszy rydz niż nic. Jedziemy. - powiedziałam, zapinając pasy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz