Kolejna dawka sensacyjnych opowieści małolaty:
"...Później babcia poszła po mleko, a ja posłałam łóżko (babcia mówi, że posłać to można do diabła, a łóżko się ścieli, a nie śle) i trochę posprzątałam. Gdy przyszła babcia zaczęłyśmy robić śniadanie, a później babcia mi powiedziała, że mi się strasznie włosy elektryzują i zaczęła się śmiać..."
czwartek, 31 maja 2012
środa, 30 maja 2012
Z kim ja rozmawiam?
![]() |
| fot. Rafał Babczyński |
Oskarżony - Jaromir Szklarski.
Zawód - literat, ale konkretnie to nie wiem, co literuje.
Zarzut - zrobił fetę na sto dwa, przez co pokrzyżował szyki stażystce z radia, która spodziewała się spotkania literatów.
Szkody, jakie wyrządziło jego postępowanie - nieprzygotowaną na taką sytuację dziewczynę niemal przyprawił o atak serca. Znerwicowana stażystka w trybie natychmiastowym musi podjąć leczenie psychiatryczne z powodu nerwicy i stanów lękowych pojawiających się na widok ludzi kultury.
Kara - w wywiadzie, który przeprowadzi poszkodowana, oskarżony ma odpowiadać krótko, zwięźle i na temat, żeby stażystka nie miała potem problemów ze zmontowaniem zbyt długiej albo pozbawionej sensu wypowiedzi.
Skazany kary nie wykonał. Gadał i gadał i gadał.
Wróćmy jednak do początku tej rozmowy. Literat ochoczo przystał na moja prośbę. Przeszliśmy do drugiego pokoju, tam gdzie myślałam, że odbywa się spotkanie literackie w języku migowym. Herbatka, torcik. Możemy zaczynać. Jeszcze tylko trzeba wymyślić pytania. Hmm... Najlepiej odnośnie twórczości. Tylko co on tworzy? No właśnie.
- A więc, na początek niech pan powie słuchaczom coś na temat swojej twórczości. - w tym momencie przypomniały mi się wszystkie zasady gramatycznego i składnego tworzenia pytań. Pierwsza z nich brzmiała - Nie zaczynaj zdania od "a więc". - Trudno. Ta rozmowa i tak jest spisana na straty.
No i się zaczęło... Najpierw była długa opowieść o dzieciństwie. - A ja nie wiem, co on tworzy. -Potem jeszcze dłuższa opowieść o studiach i życiowych mentorach. - Dalej nie wiem, co on tworzy. - Wreszcie wspomnienie redakcyjnych kolegów. - Teraz to w ogóle nie wiem, co oni wszyscy tworzą. Matko! Gada już prawie dwadzieścia minut! Jak ja mam z tego słowotoku wybrać trzydzieści sekund? - Stop. Zablokowałam minidiska. Dobrze, że się nie zorientował.
- ...tworzyliśmy wbrew wszelkim regułom. Było to dla nas o tyle trudne, co ... - mówił literat.
- Au! Już nie mogę. Zaraz mi ręce odpadną od trzymania tego ustrojstwa. - cała moja uwaga skupiona była na robieniu mądrej miny, przekładaniu mikrofonu z jednej ręki do drugiej i żałowaniu, że nie wzięłam ze sobą statywu. Pomyślałam, że czas to przerwać.
- Jakie wskazówki pan, jako doświadczony literat, dałby młodym ludziom stawiającym pierwsze kroki w tej dziedzinie? - bezczelnie wtrąciłam w środku kolejnej bardzo długiej opowieści.
- Poleciłbym młodym poetom... - zaczął.
- On jest poetą!!! - w duchu zawyłam z radości. - Jejuńciu, jak ja się cieszę, że się wreszcie tego dowiedziałam. Gramy. Minidisk. Dwudziesta druga minuta. Akcja.
wtorek, 29 maja 2012
Argentyna kontra Etiopia
Skoro jesteśmy w temacie imprezy postanowiłam dowiedzieć się, jak bawią się ludzie w różnych częściach świata. Zapraszam w podróż w poszukiwaniu najpiękniejszych i najdziwniejszych tańców.
Zaczynamy od Argentyny i boskiego tanga. Nie będzie ono turniejowe z wyuczoną choreografią i wymyślnymi figurami. Taniec, który za chwilę zobaczycie opiera się na niepowtarzalnej więzi między tancerzami. Zajrzyjmy więc na jedną z wielu milong, jakie co wieczór odbywają się w Buenos Aires.
http://www.youtube.com/watch?v=oN0o_ZgdCL0
W opozycji do zmysłowego tanga proponuję etiopski taniec ramion. Wydaje się Wam śmieszny? Spróbujcie sami tak zatańczyć. Gwarantuję, że po dwóch minutach będziecie chcieli wypluć płuca.
http://www.youtube.com/watch?v=HSTqwcHmwpo&feature=related
Który z tańców bardziej przypadł Wam do gustu?
A może sami chcecie zaproponować swój ulubiony taniec?
Zachęcam do komentowania.
http://www.youtube.com/watch?v=oN0o_ZgdCL0
http://www.youtube.com/watch?v=HSTqwcHmwpo&feature=related
Który z tańców bardziej przypadł Wam do gustu?
A może sami chcecie zaproponować swój ulubiony taniec?
Zachęcam do komentowania.
poniedziałek, 28 maja 2012
Służba nie drużba.
Puk puk. Czekam. Nic. Puk puk. Chyba mnie nie słyszą. Skoro nikt mnie nie zaprosił, postanowiłam, że sama się wproszę.
- Dzień dobry! Czy tu odbywa się spotkanie literatów? - zapytałam, starając się przekrzyczeć gwarne towarzystwo.
- Dzień dobry! Czy tu odbywa się spotkanie literatów? - zapytałam, starając się przekrzyczeć gwarne towarzystwo.
W jednej chwili zapadła cisza i oczy wszystkich biesiadujących zwróciły się w moją stronę. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, w jak idiotycznej sytuacji się znalazłam. - Przecież ja nawet nie wiem, czy to są literaci, a jeśli tak, to czy poeci, pisarze, czy też inny czort? - Tak czy siak, to co się tu działo w żadnym stopniu nie przypominało wieczorku poetycko-literackiego. Raczej wyglądało na najzwyklejszą w świecie bibkę, ze stołami suto zastawionymi jedzeniem i alkoholem. Przy nich,
w szampańskich nastrojach, siedzieli elegancko ubrani ludzie, którym daleko było do czytania poezji. Chyba, że tomiki mieli pochowane pod stołami i kontem oka zerkali na ich zawartość.
Kiedy pierwsze zdumienie na widok mojej osoby minęło, chybaliteraci wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Spotkanie literatów powiada pani. - powtórzył siedzący najbliżej drzwi mężczyzna, gestem zapraszając mnie do środka. - Można to i tak nazwać. Bo widzi pani, my tu mamy dzisiaj jubileusz i z tej okazji bawimy się w najlepsze. - tłumaczył sadzając mnie na krześle.
Kiedy pierwsze zdumienie na widok mojej osoby minęło, chybaliteraci wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Spotkanie literatów powiada pani. - powtórzył siedzący najbliżej drzwi mężczyzna, gestem zapraszając mnie do środka. - Można to i tak nazwać. Bo widzi pani, my tu mamy dzisiaj jubileusz i z tej okazji bawimy się w najlepsze. - tłumaczył sadzając mnie na krześle.
- Z jakiego radia pani do nas przychodzi?- zapytała jedna z literatek i nie była nią mała szklaneczka przeznaczona do picia wódki, chociaż na stole można było dopatrzeć się i takich.
Odpowiedziałam jej nieco wystraszona, żałując, że przed wejściem do tego przybytku rozpusty sama sobie czegoś nie golnęłam dla kurażu.
- To pewnie zna pani Alinę Masłowską? - kontynuowała moja rozmówczyni.
- Właściwie to ja tam znam niewiele osób, bo dopiero zaczynam. Jestem na stażu. - odparłam czując, że gula w moim gardle coraz bardziej się powiększa.
- Nie męczmy już pani. - powiedział ten sam człowiek, który zaprosił mnie do środka. - Proszę, tu jest torcik. Jeszcze kieliszeczek dla pani redaktor poproszę. Napije się pani szampana za zdrowie jubilata, prawda?
- Który to ten jubilat? Żeby chociaż siedział na honorowym krześle, a tu wszystkie miejsca takie same. A miałam tylko nagrać przemówienie. W co oni mnie wpakowali? - myślałam zatrwożona.
Odpowiedziałam jej nieco wystraszona, żałując, że przed wejściem do tego przybytku rozpusty sama sobie czegoś nie golnęłam dla kurażu.
- To pewnie zna pani Alinę Masłowską? - kontynuowała moja rozmówczyni.
- Właściwie to ja tam znam niewiele osób, bo dopiero zaczynam. Jestem na stażu. - odparłam czując, że gula w moim gardle coraz bardziej się powiększa.
- Nie męczmy już pani. - powiedział ten sam człowiek, który zaprosił mnie do środka. - Proszę, tu jest torcik. Jeszcze kieliszeczek dla pani redaktor poproszę. Napije się pani szampana za zdrowie jubilata, prawda?
- Który to ten jubilat? Żeby chociaż siedział na honorowym krześle, a tu wszystkie miejsca takie same. A miałam tylko nagrać przemówienie. W co oni mnie wpakowali? - myślałam zatrwożona.
-Tort chętnie zjem, ale za szampana dziękuję. Jestem na służbie. - wydukałam
Na służbie??? Co za baran ze mnie!!! Zabrzmiało jakbym przyszła kogoś aresztować.
- Poza tym muszę wracać do redakcji. - dodałam.
- Ha ha ha. - zabrzmiał tubalny głos mojego "opiekuna". - Ale chyba wcześniej porozmawia pani z jubilatem? Oto on. - ręką wskazał na siedzącego dokładnie na przeciwko mnie starszego, siwego pana.
- Ha ha ha. - zabrzmiał tubalny głos mojego "opiekuna". - Ale chyba wcześniej porozmawia pani z jubilatem? Oto on. - ręką wskazał na siedzącego dokładnie na przeciwko mnie starszego, siwego pana.
Po wszystkich tu zgromadzonych spodziewałabym się, że mają jubileusz, tylko nie po nim. Był najcichszą osobą na tym spotkaniu. Dobrze, że dowiedziałam się który to. Uff! Co za ulga! Jeszcze tylko muszę go o coś zapytać. Tylko, o co?
sobota, 26 maja 2012
Moja fajna Mama
Kochane Mamy!
Życzę Wam takich relacji z Waszymi dziećmi, jakie ja mam z moją najukochańszą Mamuncią, która jest dla mnie inspiracją i motywacją do dobrych działań, wsparciem, ale też najsurowszym krytykiem, mądrym doradcą i konfesjonałem, w którym mogę wylać wszystkie żale. Często bywa zakręcona i niedzisiejsza, czasem zapomina o pewnych sprawach a mimo to udaje jej się utrzymać cały dom w ryzach Jest moją przyjaciółką i autorytetem., kompanem do podróży i świetną towarzyszką rozmów. Jest po prostu dobrym człowiekiem.
Kochana Maminko wszystkiego dobrego z okazji Twojego święta. Żyj przepełniona radością życia i otoczona dobrymi ludźmi. Nie zmieniaj się nigdy.
Dub-ska "Mama":
Nie mogłam się powstrzymać przed podzieleniem się z czytelnikami historią, która w naszej rodzinie zyskała status kultowej. W pełni oddaje ona zakręconą osobowość mojej Mamy.
Pewnego dnia Mama przyszła do mnie w odwiedziny i widząc stojącą na parapecie tubkę z pastylkami magnezu do rozpuszczania powiedziała:
- To dobrze, że pijesz magnez, bo magnez ma dużo potasu.
Moja Mama jest jak Chuck Norris, ona nawet w magnezie potrafi znaleźć potas. :-).
Mamuś, jak to przeczytasz, proszę nie zabijaj. Twoje dziecko Cię kocha.
piątek, 25 maja 2012
Nieproszony gość.
Na moje nieszczęście redakcja "Taktu" miała swoją siedzibę na ostatnim piętrze kamienicy, dlatego kiedy z jęzorem wywieszonym na brodzie dotarłam do budynku, czekała mnie jeszcze stroma wspinaczka po schodach.
Ciemno, ciemno, schodek, piętro, ciemno, schodek, piętro, ciemno, auuu, potknęłam się o stopień, przerwa, schodek, ciemno. Wreszcie drzwi z napisem "Takt". Dotarłam na miejsce. Huhuhuhu, głęboki oddech, chwila odpoczynku. Idę.
Weszłam, a moim oczom ukazał się ogromny przedpokój i dwoje drzwi. Zerknęłam przez szparę tych znajdujących się po prawej stronie i zobaczyłam kilkanaścioro ludzi siedzących przy stole i ucztujących w najlepsze.
O co chodzi? Gdzie spotkanie? Może pomyliłam mieszkania?
W drugim pokoju było cicho. Dodam, że nie dlatego, że odbywał się tam wykład w języku migowym. Swoją drogą, ciekawe czy artyści potrafią tworzyć w migawkach?
- Spokojnie, bez nerwów. Trzeba przeanalizować sytuację - pomyślałam a gruba żyła pojawiła się na mojej skroni. - Po pierwsze, nie mogę wrócić do radia z pustym minidisciem, bo mi już nigdy niczego nie zlecą. Sprawa jest przesądzona. Zostaję. Tylko, o co mam się zapytać, skoro nawet nie znam nazwiska jubilata i nie wiem jak wygląda? Stary, młody? Chyba facet? Z naciskiem na chyba. Gdybym chociaż wiedziała, co to za jubileusz? O czym oni w ogóle piszą w tym "Takcie"? Trąba ze mnie a nie dziennikarka. Trzeba było to wszystko sprawdzić w redakcji.
Myślałam i myślałam, lecz żaden mądry pomysł nie przychodził mi do głowy. Miałam za to wizję mojego zawodowego upadku. - Młoda dziennikarka z hukiem wylądowała na bruku, jeszcze przed startem swojej kariery. Największa porażka w dziejach dziennikarstwa. - kompromitujące nagłówki gazet latały mi po głowie.
Ciemno, ciemno, schodek, piętro, ciemno, schodek, piętro, ciemno, auuu, potknęłam się o stopień, przerwa, schodek, ciemno. Wreszcie drzwi z napisem "Takt". Dotarłam na miejsce. Huhuhuhu, głęboki oddech, chwila odpoczynku. Idę.
Weszłam, a moim oczom ukazał się ogromny przedpokój i dwoje drzwi. Zerknęłam przez szparę tych znajdujących się po prawej stronie i zobaczyłam kilkanaścioro ludzi siedzących przy stole i ucztujących w najlepsze.
W drugim pokoju było cicho. Dodam, że nie dlatego, że odbywał się tam wykład w języku migowym. Swoją drogą, ciekawe czy artyści potrafią tworzyć w migawkach?
- Spokojnie, bez nerwów. Trzeba przeanalizować sytuację - pomyślałam a gruba żyła pojawiła się na mojej skroni. - Po pierwsze, nie mogę wrócić do radia z pustym minidisciem, bo mi już nigdy niczego nie zlecą. Sprawa jest przesądzona. Zostaję. Tylko, o co mam się zapytać, skoro nawet nie znam nazwiska jubilata i nie wiem jak wygląda? Stary, młody? Chyba facet? Z naciskiem na chyba. Gdybym chociaż wiedziała, co to za jubileusz? O czym oni w ogóle piszą w tym "Takcie"? Trąba ze mnie a nie dziennikarka. Trzeba było to wszystko sprawdzić w redakcji.
Myślałam i myślałam, lecz żaden mądry pomysł nie przychodził mi do głowy. Miałam za to wizję mojego zawodowego upadku. - Młoda dziennikarka z hukiem wylądowała na bruku, jeszcze przed startem swojej kariery. Największa porażka w dziejach dziennikarstwa. - kompromitujące nagłówki gazet latały mi po głowie.
Całe szczęście towarzystwo z pokoju obok bawiło się na tyle dobrze, że nie dostrzegło sterczącej przy drzwiach wejściowych osoby z mikrofonem w dłoni, wyglądającej na potrzebującą specjalnej troski. Kiedyś wreszcie ktoś mnie zauważy. Chociażby pod koniec imprezy, kiedy wszyscy będą rozchodzić się do domów. - to był wystarczający powód, żeby przerwać literacką fetę na sto dwa.
czwartek, 24 maja 2012
Babciu, a dlaczego masz takie wielkie zęby?
Na prośbę jednej z czytelniczek, publikuję kolejną porcję moich dziecięcych wynurzeń z cyklu "Listy do rodziców":
"...Dzień dobry! Jak się spało? Myślę, że dobrze. Mi też dobrze, tylko w nocy mnie trochę zęby bolały i musiałam zdjąć aparacik. Już wiem, jaką mi babcia bajkę opowiedziała. Opowiedziała mi o "Czerwonym Kapturku"..."
środa, 23 maja 2012
Traktem do "Taktu".
- Chce ci się przebiec na miasto? - zapytała jedna z dziennikarek, kiedy zaczęłam szykować się do wyjścia.
Właściwie to mi się nie chciało, tym bardziej, że byłam umówiona. Z drugiej strony, była to moja jedyna szansa, żeby zrobić coś samemu.
- Jasne, że mi się chce. Ja po prostu uwielbiam biegać. Gdyby nie dziennikarstwo, zostałabym maratończykiem, a raczej maratonką. Czy jakoś tak... - gadałam bez ładu i składu.
Właściwie to mi się nie chciało, tym bardziej, że byłam umówiona. Z drugiej strony, była to moja jedyna szansa, żeby zrobić coś samemu.
- Jasne, że mi się chce. Ja po prostu uwielbiam biegać. Gdyby nie dziennikarstwo, zostałabym maratończykiem, a raczej maratonką. Czy jakoś tak... - gadałam bez ładu i składu.
Podczas rozmów ze starszymi dziennikarzami dostawałam słowotoku i zaczynałam mówić od rzeczy. Serce biło mi wówczas ze zdwojoną siłą i czułam się jak na egzaminie. Gdyby ktoś wystawiał za te moje wypowiedzi oceny, musiałabym powtarzać rok.
- Wiesz gdzie jest siedziba "Taktu"? - zapytała moja zleceniodawczyni.
- Oczywiście. Chodzę tam czasem ze znajomymi. Fajna knajpa. - odrzekłam zadowolona, że wreszcie coś wiem.
- Nieee. Ta knajpa to "Trakt", a mi chodzi o siedzibę kwartalnika "Takt". - wyjaśniła nieco rozbawiona.
- Aaaa... To nie wiem. - czułam, że na moich policzkach zaczynają pojawiać się dwa ogromne buraki. Co ona sobie o mnie pomyśli?
- Zaraz ci wszystko pokarzę na mapie. Właśnie zaczęło się tam spotkanie literackie. Jeden z redaktorów obchodzi urodziny i z tej racji wygłosi mowę. O nic nie musisz go pytać, tylko nagraj jego przemówienie, a potem zrób z tego dźwięk do dziennika. - poleciła.
- Wiesz gdzie jest siedziba "Taktu"? - zapytała moja zleceniodawczyni.
- Oczywiście. Chodzę tam czasem ze znajomymi. Fajna knajpa. - odrzekłam zadowolona, że wreszcie coś wiem.
- Nieee. Ta knajpa to "Trakt", a mi chodzi o siedzibę kwartalnika "Takt". - wyjaśniła nieco rozbawiona.
- Aaaa... To nie wiem. - czułam, że na moich policzkach zaczynają pojawiać się dwa ogromne buraki. Co ona sobie o mnie pomyśli?
- Zaraz ci wszystko pokarzę na mapie. Właśnie zaczęło się tam spotkanie literackie. Jeden z redaktorów obchodzi urodziny i z tej racji wygłosi mowę. O nic nie musisz go pytać, tylko nagraj jego przemówienie, a potem zrób z tego dźwięk do dziennika. - poleciła.
Włączyłam turbodoładowanie i wystartowałam w kierunku redakcji "Taktu", myśląc że zaraz po moim wyjściu redaktorka powie wszystkim, że ta nowa szlaja się po melinach z podejrzanym towarzystwem i że przy tym jest głupia jak but i nie ma pojęcia o życiu kulturalnym miasta. Wstyd, hańba i żenada.
wtorek, 22 maja 2012
"Radio song" czyli nadzieja na lepsze radio
Kolejna radiowa piosenka. Tym razem amerykańskiej jazzmenki, która w 2011 roku zdobyła Nagrodę Grammy jako Najlepsza Nowa Artystka.
Esperanza Spalding i jej "Radio Song".
http://www.youtube.com/watch?v=-5d3VDrcjOo
poniedziałek, 21 maja 2012
Kochajcie zwierzaki.

Wreszcie doczekałam się pierwszego samodzielnego materiału. Zanim jednak to się stało, nieświadoma niczego, biegałam od rana z Dagmą za rektorem pewnej uczelni, który za nic nie chciał z nami porozmawiać.
- Dziennikarze są jak pieski - powtarzała moja babcia. Miała rację. Uganiasz się za kimś, prosząc, żeby poświęcił ci chwilę uwagi, a ten cię odgania nogą i gdyby bicie zwierząt nie było karalne, wykopałby cię na księżyc. Ścigany przez nas osobnik okazał się być szczwaną bestią i skutecznie udało mu się nawiać. Resztki ludzkich uczuć nakazały mu jednak przysłać do nas panią kanclerz, która z anielską cierpliwością odpowiadała na nasze, nie do końca przemyślane, pytania. Za wszelką cenę pragnęłam zachować się jak rasowa dziennikarka i zapytać o coś rozmówczynię. Niestety, to coś nie zawsze miało związek z tematem.Kiedy wreszcie udało nam się nagrać więcej niż co nie co, wróciłyśmy do redakcji na montowanie. Jedna z zasad reportera brzmi - Nagrywaj tyle, żebyś nie musiał potem siedzieć pół dnia i z ponad godzinnej gadaniny robić czterdziestosekundowy dźwięk. - Gdybyśmy tylko wtedy o tym wiedziały...
Tego dnia czas naszej pracy został wydłużony, jak krówka ciągutka i kiedy wreszcie uporałyśmy się ze wszystkim, jedyną rzeczą, o jakiej marzyłam było zawinięcie się do domu.
piątek, 18 maja 2012
Grunt to dobry informator
Z listu trzynastolatki do rodziców:
"...Później zaczęłam do Was pisać list, a jak już napisałam sprawozdanie z całego dnia, to poszłam spać. Jeszcze tylko nie wiem jaką mi babcia bajkę opowiedziała, bo tak na prawdę to ja dopiero idę spać. al e nie martwcie się, bo jutro wam o tym opowiem. Cześć..."
"...Później zaczęłam do Was pisać list, a jak już napisałam sprawozdanie z całego dnia, to poszłam spać. Jeszcze tylko nie wiem jaką mi babcia bajkę opowiedziała, bo tak na prawdę to ja dopiero idę spać. al e nie martwcie się, bo jutro wam o tym opowiem. Cześć..."
czwartek, 17 maja 2012
Szlachetne.
Przez kilka następnych dni stałyśmy się z Dagmą i mydelniczką nierozłączne. Jeździłyśmy po różnych uczelniach nagrywając inauguracje roku akademickiego. Sprawdzałyśmy dziury w miejskich chodnikach, odwiedzałyśmy wystawy lokalnych twórców. Jednym słowem szukałyśmy sensacji gdzie się da. W redakcji zaczęto nas określać mianem panie koleżanki, co bardzo nam nie odpowiadało. Pora była zacząć działać na własną rękę.
- Jutro spóźnię się na zebranie i będę udawać, że mnie nie ma. Wtedy dadzą materiał tobie i wreszcie zrobimy coś osobno. - oznajmiła któregoś dnia Dagma. - Nie, żebym miała coś przeciwko tobie. Fajnie jest mieć z kim pogadać podczas pracy, ale czas skończyć z robieniem z nas sióstr syjamskich.
Chętnie przystałam na tą propozycję. Następnego dnia obydwie przyszłyśmy po czasie. Coś mi się pomyliło i zrozumiałam, że to ja mam być tą spóźnialską. W rezultacie dostałyśmy solidną reprymendę i kolejny wspólny materiał do zrobienia. Tym razem była to relacja z konferencji naukowej na temat twórczości Awangardy Krakowskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Sroga to kara za przyjście parę minut później. Już samo przeczytanie tytułu konferencji przyprawiało mnie o mdłości, a co dopiero wysłuchanie wystąpień bez wątpienia mądrych, aczkolwiek trudnych do zrozumienia profesorów. Pocieszałam się, powtarzając starą maksymę, że cierpienie uszlachetnia. Tego dnia byłam najszlachetniejszą osobą w całej redakcji.
- Jutro spóźnię się na zebranie i będę udawać, że mnie nie ma. Wtedy dadzą materiał tobie i wreszcie zrobimy coś osobno. - oznajmiła któregoś dnia Dagma. - Nie, żebym miała coś przeciwko tobie. Fajnie jest mieć z kim pogadać podczas pracy, ale czas skończyć z robieniem z nas sióstr syjamskich.
Chętnie przystałam na tą propozycję. Następnego dnia obydwie przyszłyśmy po czasie. Coś mi się pomyliło i zrozumiałam, że to ja mam być tą spóźnialską. W rezultacie dostałyśmy solidną reprymendę i kolejny wspólny materiał do zrobienia. Tym razem była to relacja z konferencji naukowej na temat twórczości Awangardy Krakowskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Sroga to kara za przyjście parę minut później. Już samo przeczytanie tytułu konferencji przyprawiało mnie o mdłości, a co dopiero wysłuchanie wystąpień bez wątpienia mądrych, aczkolwiek trudnych do zrozumienia profesorów. Pocieszałam się, powtarzając starą maksymę, że cierpienie uszlachetnia. Tego dnia byłam najszlachetniejszą osobą w całej redakcji.
środa, 16 maja 2012
Było hejnalistów wielu
Myślicie, że radiowe nadawanie Hejnału Mariackiego jest zarezerwowane na godzinę 12? Teraz tak, ale w 1927 roku, kiedy Radio Kraków zaczynało swoją działalność, można go było usłyszeć na falach eteru o 18 i 22.
Dla tych, którzy chcieliby posłuchać tego utworu w różnych wersjach, polecam płytę "Hejnał Mariacki" w wykonaniu Marka Stefańskiego.
Dla tych, którzy chcieliby posłuchać tego utworu w różnych wersjach, polecam płytę "Hejnał Mariacki" w wykonaniu Marka Stefańskiego.
wtorek, 15 maja 2012
Wszystko mi wykasowała.
Kurcgalopem pognałyśmy na górę, do redakcji. Wiatr, który same wytworzyłyśmy biegnąc, rozwiewał nasze włosy - moje mniej, bo miałam kucyka - niczym morska bryza targająca fryzurę Kate Winslet w "Titanicu", kiedy stojąc na dziobie statku rozpościerała ręce w geście wolności. Adrenalina podskoczyła we mnie na myśl, że za chwilę stworzę dzieło godne dziennikarza roku.
Na górze czekała nas niemiła niespodzianka. Brak wolnych komputerów. Każdy siedział i montował, a mnie krew zalewała na myśl, że muszę czekać.
Na górze czekała nas niemiła niespodzianka. Brak wolnych komputerów. Każdy siedział i montował, a mnie krew zalewała na myśl, że muszę czekać.
- Ważniacy. Robią te swoje materiały. Że niby katastrofa jakiegoś pociągu i trzeba to zaraz nadać. Co tam pociąg? Skoro się wykoleił, to już nigdzie nie odjedzie. I po co się spieszyć? A tacy emeryci? Jeśli nie dowiedzą się, że są dla nich darmowe szczepionki, to wezmą i się pochorują i jeszcze jakaś epidemia z tego będzie.
Pozostali mieli jednak odmienne zdanie i musiałam odczekać swoje.
- No dobra. Co mam robić? - zapytałam Dagmy, po tym jak wreszcie zwolniło się miejsce do montażu.
-Zacznij pisać tekst. - zakomunikowała moja wspólniczka.
- W tym akurat jestem świetna - pomyślałam i zabrałam się do pracy.
Po godzinie wszystko było zmontowane i napisane. Jeszcze tylko korekta mojej podprowadzki, przez o miesiąc starszą stażem koleżankę.
- No dobra. Co mam robić? - zapytałam Dagmy, po tym jak wreszcie zwolniło się miejsce do montażu.
-Zacznij pisać tekst. - zakomunikowała moja wspólniczka.
- W tym akurat jestem świetna - pomyślałam i zabrałam się do pracy.
Po godzinie wszystko było zmontowane i napisane. Jeszcze tylko korekta mojej podprowadzki, przez o miesiąc starszą stażem koleżankę.
A to paskuda, wykasowała to, co zrobiłam i napisała po swojemu. Bezczelność.
poniedziałek, 14 maja 2012
Se feliz - z filmu "Habana Blues"
Wszystkim babciom i dziadkom, a także ich wnukom aplikuję najlepszą szczepionkę na choroby duszy - szczęście.
http://www.youtube.com/watch?v=u5wY2Vc8ZqA
Se feliz
Si la soledad te enferma el alma
si el invierno llega a tu ventana
no te abandones a la calma con la herida abierta
mejor olvidas y comienzas una vida nueva
y respira el aire puro
sin el vicio de la duda
si un día encuentras la alegria de la vida
se feliz, se feliz, se feliz, se feliz
con los colores de una mariposa
vuela entre las luces de la primavera
si te imaginas que la lluvia te desnuda
juega en los mares que despiertan a la luna
y se feliz, se feliz, se feliz, se feliz
si la soledad te enferma el alma
Bądź szczęśliwy
Jeśli samotność sprawia, że twoja dusza choruje
jeśli zima wchodzi oknem
nie zwalaj tego na spokój z otwartą raną
lepiej zapomnij i zacznij nowe życie
i oddychaj świeżym powietrzem
niech wątpliwości nie staną się twoim nałogiem
jeśli pewnego dnia znajdziesz radość życia
bądź szczęśliwy, bądź szczęśliwy, bądź szczęśliwy
w kolorach motyla
lataj między światłami wiosny
jeśli wyobrazisz sobie, że deszcz cię obnaża
baw się w morzach, które budzą się w księżycu
i bądź szczęśliwy, bądź szczęśliwy, bądź szczęśliwy,
jeśli samotność sprawia, że twoja dusza choruje.
sobota, 12 maja 2012
Misjonarki.

Zwariowana zakonnica jeżdżąca samochodem w filmach o żandarmie z Luisem de Funesem, to przy nas płotka. Kierowany przez Dagmę dziki mustang, pędził przez miasto z zawrotną szybkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, zipiąc przy tym jak nałogowy palacz z dwudziestokilogramową nadwagą, wspinający się na Mount Everest. W środku siedziały dwie szalone reporterki jadące do jednej z miejskich przychodni, w poszukiwaniu sensacji . Dzięki ci Allachu, że to pudło nie rozkraczyło się nam po drodze i mogłyśmy szczęśliwie dotrzeć na miejsce.
Po zaparkowaniu naszej super bryki uderzyłyśmy szturmem na przychodnię. A niech się dziadki spowiadają do mikrofonu, czy zaszczepili się na grypę. Ale na tym nie koniec. Trzeba było sprawdzić inne placówki zdrowia. Misja mediów publicznych musiała zostać wypełniona. Obywatel ma prawo wiedzieć, ile osób po sześćdziesiątym roku życia szczepi się na grypę.
Po zaparkowaniu naszej super bryki uderzyłyśmy szturmem na przychodnię. A niech się dziadki spowiadają do mikrofonu, czy zaszczepili się na grypę. Ale na tym nie koniec. Trzeba było sprawdzić inne placówki zdrowia. Misja mediów publicznych musiała zostać wypełniona. Obywatel ma prawo wiedzieć, ile osób po sześćdziesiątym roku życia szczepi się na grypę.
Jeździłyśmy po całym mieście niestrudzenie drążąc temat. Udało nam się też porozmawiać z kilkoma recepcjonistkami, a nawet...jedną lekarką! Łaaaał! Trzymajcie mnie! Mamy materiał, że hoho! Możemy wracać do radia na montowanie. Tak, tak, już wiem, że to nie chodzi o rury, ani meble.
Władowawszy się do mydelniczki, Dagma powierzyła mi w opiekę sprzęt. Przez całą drogę nie spuszczałam z niego oka. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby coś stało się z materiałami, które w pocie czoła zgromadziłyśmy. Czułam się jak strażnik stojący przy bramie Pałacu Buckingham, albo jak Cerber pilnujący wejścia do świata umarłych. Byłam gotowa warczeć na każdego, kto zbliżyłby się po mikrofon. Nie zawahałabym się nawet ugryźć.
Całe szczęście dojechałyśmy do rozgłośni bez strat w ludziach, ani sprzęcie. Mydelniczka też nie została uszkodzona. Zostawiłyśmy ją w garażu i pognałyśmy na górę.
Władowawszy się do mydelniczki, Dagma powierzyła mi w opiekę sprzęt. Przez całą drogę nie spuszczałam z niego oka. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby coś stało się z materiałami, które w pocie czoła zgromadziłyśmy. Czułam się jak strażnik stojący przy bramie Pałacu Buckingham, albo jak Cerber pilnujący wejścia do świata umarłych. Byłam gotowa warczeć na każdego, kto zbliżyłby się po mikrofon. Nie zawahałabym się nawet ugryźć.
Całe szczęście dojechałyśmy do rozgłośni bez strat w ludziach, ani sprzęcie. Mydelniczka też nie została uszkodzona. Zostawiłyśmy ją w garażu i pognałyśmy na górę.
Czas to pieniądz. Reporter musi działać szybko. Spragnieni nowych informacji słuchacze, nie mają dla nas litości.
piątek, 11 maja 2012
Polska gościnność.
Kolejny kawałek mojej dziecięcej twórczości:
"...no i jak ciocia nas zaprosiła, to babcia powiedziała, że nie możemy, to ciocia zaprosiła nas innego dnia, to wtedy babcia wkroczyła do akcji i ciocię też zaprosiła i chyba ciocia poczuła się zaproszona i przyjedzie. Urwanie głowy z tą rodziną. Każdy nas tylko zaprasza i zaprasza..."
"...no i jak ciocia nas zaprosiła, to babcia powiedziała, że nie możemy, to ciocia zaprosiła nas innego dnia, to wtedy babcia wkroczyła do akcji i ciocię też zaprosiła i chyba ciocia poczuła się zaproszona i przyjedzie. Urwanie głowy z tą rodziną. Każdy nas tylko zaprasza i zaprasza..."
czwartek, 10 maja 2012
Samochód reportera.
- Jedziemy. - zakomunikowała moja dzisiejsza wspólniczka.
- Ale czym? Autobusem? - zapytałam zaskoczona.
- Coś ty? Nie ma na to czasu. W reporterce liczy się szybkość. Bierzemy samochód. - rzuciła i jak torpeda wybiegła z pokoju. Włączyłam turbodoładowanie i pognałam za nią. Całe szczęście, że w recepcji był postój, bo inaczej wyplułabym płuca.
W czasie, gdy moja bardziej doświadczona koleżanka-stażystka załatwiała dowód rejestracyjny i kluczyki, zastanawiałam się, jakim to cacuszkiem pojedziemy.
- Ale czym? Autobusem? - zapytałam zaskoczona.
- Coś ty? Nie ma na to czasu. W reporterce liczy się szybkość. Bierzemy samochód. - rzuciła i jak torpeda wybiegła z pokoju. Włączyłam turbodoładowanie i pognałam za nią. Całe szczęście, że w recepcji był postój, bo inaczej wyplułabym płuca.
W czasie, gdy moja bardziej doświadczona koleżanka-stażystka załatwiała dowód rejestracyjny i kluczyki, zastanawiałam się, jakim to cacuszkiem pojedziemy.
- Może terenówą? Byłoby super. Ale nie. Terenowe są za wolne. Poza tym ciężko je zaparkować. Może jakąś wyścigówą? Jak w "Policjantach z Miami". To dopiero byłoby coś. Chyba jednak trochę za drogie są. Biorąc pod uwagę nasze realia, pewnie mają jakieś mercedesy, albo ople. Astra, czy Vectra? A może hondy? Tak, hondy są dobre. Reporterzy na pewno jeżdżą hondami.
Wyrywając mnie z rozmyślań, Dagma oznajmiła, że wszystkie formalności są załatwione. Chodem Strusia Pędziwiatra dotarłyśmy do garaży, gdzie stała się rzecz straszna. Moja towarzyszka otworzyła drzwi jednego z nich własnymi rękami! Bez autopilota! Żeby takie rzeczy działy się w radiu? Skandal!
Po tym, jak przy pomocy rąk Dagmy wrota otwarły się, moim oczom ukazał się...CZERWONY MATIZ!!!! Z ogromnym logo rozgłośni na tylnych drzwiach!!!
Dolna warga opadła mi dotykając szyi. Stałam w tej pozie, przypominającej kasownik, który czeka, aż ktoś włoży do niego bilet i zatrzaśnie klapkę, dopóki zniecierpliwiona Dagma nie przywołała mnie do porządku, każąc wsiadać do środka.
- Tą mydelniczką masz zamiar jechać? - zapytałam wybudziwszy się z letargu.
- Nie tylko ja, ale ty też. - oznajmiła z lekką irytacją. - W redakcji reporterów są dwa wozy. Matiz, bez wspomagania kierownicy i Panda, w której często włącza się alarm i trzeba uważać przy wsiadaniu. Był jeszcze jeden samochód, ale w zeszłym tygodniu jakiś redaktor skasował go przy wymuszaniu pierwszeństwa. Nie wiadomo, kiedy dadzą coś w zamian. - wyjaśniła.
Wyrywając mnie z rozmyślań, Dagma oznajmiła, że wszystkie formalności są załatwione. Chodem Strusia Pędziwiatra dotarłyśmy do garaży, gdzie stała się rzecz straszna. Moja towarzyszka otworzyła drzwi jednego z nich własnymi rękami! Bez autopilota! Żeby takie rzeczy działy się w radiu? Skandal!
Po tym, jak przy pomocy rąk Dagmy wrota otwarły się, moim oczom ukazał się...CZERWONY MATIZ!!!! Z ogromnym logo rozgłośni na tylnych drzwiach!!!
Dolna warga opadła mi dotykając szyi. Stałam w tej pozie, przypominającej kasownik, który czeka, aż ktoś włoży do niego bilet i zatrzaśnie klapkę, dopóki zniecierpliwiona Dagma nie przywołała mnie do porządku, każąc wsiadać do środka.
- Tą mydelniczką masz zamiar jechać? - zapytałam wybudziwszy się z letargu.
- Nie tylko ja, ale ty też. - oznajmiła z lekką irytacją. - W redakcji reporterów są dwa wozy. Matiz, bez wspomagania kierownicy i Panda, w której często włącza się alarm i trzeba uważać przy wsiadaniu. Był jeszcze jeden samochód, ale w zeszłym tygodniu jakiś redaktor skasował go przy wymuszaniu pierwszeństwa. Nie wiadomo, kiedy dadzą coś w zamian. - wyjaśniła.
- Trudno. W tej sytuacji lepszy rydz niż nic. Jedziemy. - powiedziałam, zapinając pasy.
środa, 9 maja 2012
Radio Wolna Europa
W 1949 roku w Nowym Jorku powstało Radio Wolna Europa, które miało swoją siedzibę w Monachium.
Nadawane przez RWE audycje prowadzili emigranci z krajów będących pod sowiecką dominacją i były one zagłuszane przez służby bezpieczeństwa państw komunistycznych.
wtorek, 8 maja 2012
Dlaczego nie hiszpanka?
- Nie wiedzą, co tracą - myślałam wściekła. - Gdyby tylko dali mi coś do roboty, zrobiłabym im taki materiał, którego nie powstydziłaby się radiowa "Trójka". Cóż, skoro nie chcą mojej pomocy, to niech się męczą sami.
Wobec powyższego, nie pozostało mi nic innego, jak czekać. Tylko, na co? Siedziałam więc i w dalszym ciągu zaznajamiałam się z krzesłem. Zaczęliśmy stanowić jedność. Poznałam każde jego skrzypnięcie, a ono każdą część mojego siedzenia i wszystkie wystające kości. Siedziałam, siedziałam i siedziałam, aż przyszła pewna uśmiechnięta od ucha do ucha dziennikarka, oznajmiając mi i drugiej stażystce, że mogłybyśmy zrobić jakiś krótki materiał.
Krew zaczęła mi buzować w żyłach, na myśl, o niezmiernie ważnym zadaniu, jakie za chwilę otrzymam. Może jakieś sławy przyjechały do miasta i będziemy przeprowadzać z nimi wywiad, albo jakiś przestępca został właśnie skazany na karę dożywocia i akurat z nami zgodził się porozmawiać przed odsiadką?
- Pojeździcie po przychodniach i popytacie ludzi po sześćdziesiątym roku życia, czy korzystają z bezpłatnych szczepień przeciwko grypie.- oznajmiła kobieta. - Pogadajcie też z pielęgniarkami i lekarzami. - dodała. Czar prysł. Pantofelek został na schodach, a Kopciuszek wrócił do kuchni.
Żeby przynajmniej ta grypa dziesiątkowała ludzi. Taka hiszpanka na przykład, albo co. A tu masz... Niewinne szczepionki i to w dodatku za darmo.
Wobec powyższego, nie pozostało mi nic innego, jak czekać. Tylko, na co? Siedziałam więc i w dalszym ciągu zaznajamiałam się z krzesłem. Zaczęliśmy stanowić jedność. Poznałam każde jego skrzypnięcie, a ono każdą część mojego siedzenia i wszystkie wystające kości. Siedziałam, siedziałam i siedziałam, aż przyszła pewna uśmiechnięta od ucha do ucha dziennikarka, oznajmiając mi i drugiej stażystce, że mogłybyśmy zrobić jakiś krótki materiał.
Krew zaczęła mi buzować w żyłach, na myśl, o niezmiernie ważnym zadaniu, jakie za chwilę otrzymam. Może jakieś sławy przyjechały do miasta i będziemy przeprowadzać z nimi wywiad, albo jakiś przestępca został właśnie skazany na karę dożywocia i akurat z nami zgodził się porozmawiać przed odsiadką?
- Pojeździcie po przychodniach i popytacie ludzi po sześćdziesiątym roku życia, czy korzystają z bezpłatnych szczepień przeciwko grypie.- oznajmiła kobieta. - Pogadajcie też z pielęgniarkami i lekarzami. - dodała. Czar prysł. Pantofelek został na schodach, a Kopciuszek wrócił do kuchni.
Żeby przynajmniej ta grypa dziesiątkowała ludzi. Taka hiszpanka na przykład, albo co. A tu masz... Niewinne szczepionki i to w dodatku za darmo.
poniedziałek, 7 maja 2012
Radio - Raphael Saadiq
Przed Państwem amerykańska gwiazda muzyki soul i R&B, urodzony w Oukland w Kalifornii, piosenkarz, tekściarz i producent Raphael Saadiq w oldskulowej piosence "Radio":
http://www.youtube.com/watch?v=_Lnx9J0elvw
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




