wtorek, 24 kwietnia 2012

Powróciłam.

Następnego dnia szłam do pracy z duszą na ramieniu. - Zwolnią mnie, czy nie zwolnią za to wczorajsze wyjście piętnaście minut wcześniej? Rany, żeby skończylo się tylko na naganie. - myślałam przerażona. Przed wejściem do budynku chwilę się zawahałam. W imię Ojca i Syna..., idę. Weszłam. - Nie zapomnij podpisać sie na liście. - rozkołatane myśli biegały po mojej głowie. - Jak zapomnisz to cie wywalą. Dobra, jest lista.- Strażnik popatrzył na mnie srogim okiem. -Matko, on juz wie o wszystkim! - Czym prędzej zostawiłam parafkę i pobiegłam w kierunku drzwi prowadzących do redakcji informacji. Tylko jak je otworzyć nie mając identyfikatora?! Raptem, jakby czytając w moich myślach, drzwi się rozwarły na ościerz i z wnętrza wyłonił się Wąsacz w garniturze.
- Pani jest nowa? - zapytał.
 O nie! Wysłali ochroniarza, żeby mnie wywalił! Wykopią mnie stąd jak jakiegoś kowboja z saloonu.
- Taaak... - odrzeklam przełykając ślinę.
- Dobrze. Mam dla pani identyfikator. Proszę się zgłosić po niego później - powiedział wąsaty.
- Tak jest. - odrzekłam zaskoczona i jednocześnie pełna radości z takiego obrotu sytuacji. Hurra, zostaję w radiu! Mój występek został niezauważony! W podskokach, niczym gazela pobiegłam na górę.
- Dzień dobry! - huknęłam na caly regulator. A co tam, niech wiedzą, że już jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz