- Musisz się tutaj o wszystko pytać, albo cię oleją całkowicie. - powiedziała wygladająca na moją rówieśniczkę dziewczyna, która jak się potem okazało, przyszła do radia miesiąc przede mną.
- Dzięki za radę - odpowiedziałam i zaczęłam łowić wzrokiem jakiegoś doświadczonego dziennikarza, bądź dziennikarkę, do którego mogłabym się przyssać. Wybór padł na Romka. Jego twarz wydała mi się najbardziej ludzka. Poza tym miał być moim opiekunem do czasu, kiedy wróci ze zwolnienia kierownik redakcji o dźwięcznym nazwisku Jarek Słowik.
Mój pierwszy w życiu szef kazał mi wybrać sobie z gazet trzy dowolne tematy i zrobić z tego trzy podpro.
- Fajnie, ale co u licha kryje się pod tą czesko brzmiącą nazwą? - zapytałam.
- Podpro to inaczej podprowadzka, czyli tekst informacyjny, który pisze się, po zebraniu materiału i ewentualnym nagraniu dźwięku. Masz po prostu pisemnie zapowiedzieć materiał dźwiękowy. - wyjaśnił Romek.
No to do dzieła! Strannie wybrałam trzy tematy i pękajac z dumy zaczęłam pisać podpro. Chyba sama Szymborska nie była bardziej przejęta, kiedy jej wręczali Nobla. Myślałam sobie, że jestem niezwykle utalentowana, skoro już pierwszego dnia piszę podpro. Tylko jakoś nie zastanowiło mnie, skąd niby oni mają wiedzieć o moim talencie skoro jestem tu dopiero od dwóch godzin. Telepaci? A może inteligencja bije ode mnie na odległość?
Po godznie teksty były gotowe. Jeszcze komputer nie zdążył ostygnąć, kiedy zjawił się mój redakcyjny anioł stróż i po szybkim zapoznaniu się z nimi, stwierdził, że napisałam bardzo ludzkie podprowadzki, po czym wszystkie wykasował...
- To jednak się do niczego nie nadają? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Ale skąd! Są dobre. Tylko po co mi newsy z poprzedniego dnia? Chciałem zobaczyć jak piszesz. - odparł Romek i wyszedł z pokoju zostawiając mnie z otwartą jak skarbonka gębą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz