Na trzecim roku zaczęłam odbierać sygnały z umysłu, że siedzenie w paragrafach to nie dla mnie. Co w takim razie było dla mnie? Afrykanistyka? Za późno. Uważałam, że jestem na to za stara. Na co więc byłam odpowiednio młoda?
- Dziennikarstwo - podszeptywała mi mama, - Zrób podyplomówkę.
Nie słuchałam. Nieee. Ja to w ogóle chcę mieć domek w górach, gospodarstwo agroturystyczne i chcę podróżować. Z podróży przywiozę przepisy na potrawy, które będę serwować w mojej knajpce. Umebluję ją meblami z różnych stron świata. Będzie super. I tak o knajpce myślę do tej pory. Nadal tylko myślę...
W ten sposób minęło pięć lat studiów. Potem był jeszcze pomysł pilotiwania wycieczek. Nie wypalił. Zostałam z dyplomem magistra, bez pracy, z depresją. Wszyscy znajomi pracowali, a ja nie wiedzialam czego chcę od życia. Zapisałam się na języki i zaczęłam nowe studia. Moja mama jest prorokiem, bo to były studia dziennikarskie. Odzyskałam wiarę w siebie, doły i depresje zaczęły przechodzić.
Myślałam wtedy, że to co mnie kręci to dziennikarstwo prasowe, do czasu kiedy poszłam na warsztaty z dziennikarstwa radiowego. Pierwszy moment, kiedy posadzili mnie w studiu przed mikrofonem i miałam przeczytać wiadomości pamiętam do dziś. Starałam się jak mogłam, żeby wyszło jak najlepiej i... nie wyszło. Narodziła się za to moja nowa miłość - radio.
Tą drogą, po nitce do kłębka wylądowałam na stażu w jednej takiej rozgłośni radiowej.
A ja jednak wytrwale czekam na Twoją książkę!!!
OdpowiedzUsuń