czwartek, 12 lipca 2012

Medialna współpraca.

- Jakie wyzwania stawia sobie...
- Czy uczelnia przewiduje...
Dagma jednocześnie z redaktorką telewizyjną zadała pierwsze pytanie. Tyle, że zupełnie inne niż to, które zadała pani redaktor.
- Może byś dała mi dojść do słowa dziewczynko? - powiedziała z wściekłością reporterka.
- Dlaczego ja? Może to pani powinna dać się wykazać dużo młodszej koleżance z konkurencyjnego medium. Starość nie radość, młodość nie wieczność, o czym z resztą już się pani przekonała. A skoro nie wieczność, to trzeba jej dać pierwszeństwo.
- Nie bądź bezczelna mała, bo możesz wiele stracić. - zasyczała dziennikarka.
Trzeba było coś zrobić, bo pani kanclerz, zniesmaczona takim nieprofesjonalnym podejściem zaczynała się niecierpliwić i pojawiło się zagrożenie, że nam zaraz zwieje.
- Zróbmy tak, jedno pytanie zada pani, drugie ja i tak na zmianę. Możecie zaczynać. - 
- powiedziałam zwracając się do przedstawicielki telewizji, wyrywając jednocześnie Dagmie mikrofon i starając się jedną ręką zatkać jej usta, a drugą odepchnąć za siebie.
- Dobry pomysł. - przytaknął Stasiu i nie czekając na reakcję redakcyjnej koleżanki oznajmił, że ma już włączoną kamerę i pora zaczynać.
Twarz pani kanclerz z purpurowej ponownie zrobiła się ziemista i kobieta z miną pokerzysty zaczęła odpowiadać na pytania. Po skończonym wywiadzie, nie wiedzieć czemu, szybko oddaliła się od nas, w taki sposób, że obserwator z zewnątrz mógłby pomyśleć, że ucieka przed dżumą albo inną groźną zarazą.

- Zostawiliśmy po sobie piorunujące wrażenie. Podejrzewam, że ta babka nie zapomni dzisiejszego wywiadu przez długi czas. - zarechotał Stasiu i puścił do mnie porozumiewawcze oczko. Nie zdążyłam jednak zareagować, bo Dagma szarpnęła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku stojących na korytarzu studentów. Kontem oka zauważyłam, że Stasiu został pociągnięty przez redaktor telewizyjną w zupełnie inną stronę. Wyglądało to jak odpychanie się dwóch jednakowych biegunów magnesu. Nie ma szans, żeby się kiedyś połączyły.

How To Photograph Lightning
http://digital-photography-school.com/how-to-photograph-lightning

Salsa w sosie własnym



Po ostatnich upałach, trochę się dziś ochłodziło. Pogoda w sam raz na taniec. Dzisiaj gorąca salsa w dwóch odmianach.
Salsa calena pochodząca z kolumbijskiego miasta Cali zwana inaczej salsa con el punta del pie, czyli z naciskiem na pracę nóg. Jest to pomieszanie mamba, czaczy, paczangi i jeszcze kilku latynoamerykańskich tańców, o których istnieniu większość europejczyków nie ma zielonego pojęcia.
http://www.youtube.com/watch?v=DSSTwbAj_BU&feature=related



Tak z kolei salsę tańczą kubańczycy:
http://www.youtube.com/watch?v=_Or8JEXZV4M&feature=related

Na Kubie dużą popularnością cieszy się rueda de casino czyli salsa tańczona w grupie:
http://www.youtube.com/watch?v=J_Yk03vge2c

Według encyklopedii jest to "dynamiczne wykonywanie figur", znawcy nazywają ją też tańcem chodzonym, wykonywanym "od niechcenia". 






Kto powiedział, że salsa to taniec dla par?
Tak salsę tańczą panowie:
http://www.youtube.com/watch?v=yoCfXlqYCHs

A tak salsę tańczy Jennifer Lopez. Musicie jednak najpierw przebrnąć przez rozmowę w programie telewizyjnym:
http://www.youtube.com/watch?v=x-EHOKYYkqk

Trochę się tego nagromadziło, a mogło jeszcze więcej, bo salsa to sos zrobiony z różnorodnych składników. Każdy dodaje to co lubi.

poniedziałek, 9 lipca 2012

O wyższości telewizji nad radiem.

Mikrofon- O, Radio Miejskie. - oznajmiła pogardliwym tonem dziennikarka lokalnej telewizji, kiedy z lekką niepewnością podeszłyśmy do nich, żeby za chwilę zjednoczyć siły we wspólnym nagraniu rozmowy z panią kanclerz. - A co to? Teraz was dwójkami wysyłają? Jedna jest pewnie od zadawania pytań, a druga od trzymania minidiska? No tak, przecież trudno pogodzić te dwie czynności. Jesteście prawie jak telewizja, tyle, że nasze minidiski są nieco większe, co nie Stasiu? - zarechotała wskazując na umieszczoną na statywie ogromną kamerę.
Żartownisia. Wymieniłyśmy z Dagmą porozumiewawcze spojrzenia, które mówiły "Co za wredne babsko z przerośniętym ego" i niezrażone zaczęłyśmy szykować sprzęt.
- Stasiu, czyżby koleżanki zamierzały nagrywać razem z nami? Mam nadzieję, że jednak nie. - kobieta najwidoczniej miała jakiś uraz do radia.
- Chyba jednak tak, bo byłyśmy tu umówione z panią kanclerz. - odrzekła sucho Dagma.
- Ależ koleżanki chyba nie sądzą, że się na to zgodzimy? - ciągnęła telewizyjna harpia.
- Ależ my się nie mamy zamiaru nikogo pytać o zgodę, bo pozwolenie już otrzymałyśmy wcześniej. Od naszej rozmówczyni. A poza tym nie jesteśmy pani koleżankami. Nie ośmieliłabym się nazwać koleżanką o tyle starszej ode mnie osoby. To byłoby faux pas. - zadziorność Dagmy przestała mnie już dziwić, a w tym wypadku zaczęła nawet imponować. Ma tupet dziewczyna. W takich sytuacjach to duża zaleta.
Kobieta z telewizji zrobiła się czerwona i ogromna, drgająca żyła pojawiła się na jej skroni. Tego było już dla niej za wiele. Pomyślałam, że zaraz nas stąd wykopie swoją diabelską racicą. To zdumiewające, że wszystkie walczące o nagranie materiału reporterki, kiedy widzą zagrożenie ze strony innej dziennikarki zaczynają przypominać diablice.
- Daj spokój Anetko. Nie ma co się denerwować gadaniem nieopierzonych małolat. Jeszcze im ta praca da po tyłku nieraz. Niech nagrywają z nami. - uciął spór wspomniany wyżej operator kamery Stasiu.
W tym momencie stojąca obok kanclerz, skończywszy rozmowę z jakąś ważną szychą, odwróciła się w naszą stronę i poprawiwszy natapirowaną fryzurę oznajmiła, że jest gotowa do wywiadu.
A więc zaczynajmy.

kamera

Wszystkie kolory jamajskiej tęczy

Dziś zachęcam do posłuchania reggae z silną dozą polskości, choć nie zabraknie też jamajskiego brzmienia.
Na dobry początek tygodnia lubelski muzyk Junior Stress w piosence "Znam ten stan":

http://www.youtube.com/watch?v=J2aRGzpin7o



Zastanawialiście się kiedyś, czy Jamajka może mieć coś wspólnego z polskimi góralami? Współpraca jamajskich muzyków z Twinkle Brothers oraz polskich Trebunich Tutków udowodniła, że bez wątpienia ma wiele wspólnego. Posłuchajcie i przekonajcie się sami. 


"I'll honour you" - Trebunie Tutki & Twinkle Brothers:
http://www.youtube.com/watch?v=-wMZYD6D8io&feature=related

ETNO-TECHNO




piątek, 6 lipca 2012

Pora na telewizora.

- No masz! - jęknęła Dagma.
- Co znowu? - pomału zaczęłam się przyzwyczajać do wiecznego niezadowolenia mojej współpracowniczki.
- Telewizory. - odrzekła wskazując palcem.
- Gdzie? - zadałam kolejne pytanie, uświadamiając sobie, że przebywając w towarzystwie Dagmy granice mojego zdziwienia przesuwają się i niedługo zupełnie znikną.
- No przecież pokazuję. Tam. - ponownie wskazała ręką w tym samym kierunku. Poza dwójką ludzi z kamerą i mikrofonem nie dostrzegłam niczego. A tak swoją drogą, po co na głównym hallu uczelni umieszczać telewizory?
- O rany, jaki z ciebie jest czajnik. Telewizory czyli ludzie z telewizji. - wyjaśniła właściwym dla siebie mentorskim tonem.
- No i co z tego? To normalne, że lokalna telewizja też robi relację z rozpoczęcia roku akademickiego.
- No dobra, ale obok nich stoi kanclerz. To znaczy, że będziemy razem nagrywać jej wypowiedź. - ciągnęła.
- No i...? - dalej nic z tego nie rozumiałam.
- No i, no i... Pierwsza zasada reportera radiowego: Z telewizorami NIE gramy! - wyjaśniła moja koleżanka z miną podobną do tej, którą miał Andrzej Wajda, kiedy kręcąc "Człowieka z marmuru" tłumaczył Krystynie Jandzie, jak ma zagrać scenę spotkania z żoną Mateusza Birkuta.
- Chyba nie mamy wyjścia i dziś musimy zrobić wyjątek. Tylko w ten sposób będziemy mieć wywiad z tą babką. - starałam się uświadomić Dagmie, że czasem trzeba schować wzajemnie urazy do kieszeni na rzecz większej sprawy.
- Taa... Tyle, że będziemy mieć słowo w słowo to samo co oni. No ale skoro już tak wyszło, to staraj się przynajmniej wetknąć im przed kamerę mikrofon z logo radia tak, żeby było je dobrze widać w kadrze. Niech wiedzą, że z nami to nie przelewki.
- Ale po co? - dopytywałam, nie nadążając za jej tokiem myślenia.
- Po co, po co. Niech na ekranach telewizorów ludzie widzą, że nasze radio jest wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Może się wtedy przerzucą z ekranu na głośniki. Wzrok im odpocznie, a poza tym słuchając radia możesz robić w międzyczasie masę rzeczy, nie tylko wgapiać się bezmyślnie w duże pudło. Same korzyści.
Co racja, to racja. Czasem i moja koleżanka powie coś mądrego.
Plik:1950's television.jpg

czwartek, 5 lipca 2012

Znowu ten wstrętny kot.

Ciąg dalszy zwierzeń z wakacji u babci:


"...Witam Was serdecznie kochani rodzice! Wczoraj nie było bajki, bo za późno poszłam spać. Aż o jedenastej. Za to rano wstałam o dziewiątej. Ubrałam się, umyłam i zjadłam śniadanie. Później trochę się pobawiłam i poszłyśmy do miasta. Na klatce znowu śmierdziało kotem, ale zatkałyśmy nosy i szybko przeszłyśmy..."

środa, 4 lipca 2012

Studencie, nie idź tą drogą!

 - Dorwiemy panią kanclerz i ją przepytamy. - rzuciła Dagma, kiedy znalazłyśmy się na auli.
- Dlaczego akurat ją? A  właściwie, to co robi taki uczelniany kanclerz? - zapytałam, licząc się z tym, że za chwilę mogę zostać kolejny raz opierniczona za zadawanie głupich (w przekonaniu mojej koleżanki) pytań.
- W sumie to nie wiem. Zarządza administracją, czy coś... - odparła.
- Wreszcie i ty czegoś nie wiesz. - pomyślałam z przekąsem i głośno dodałam - No to chodźmy zdybać tą uczelnianą Angelę Merkel.
Angela zajęta rozmową z jakimiś ważniakami, kazała nam czekać na siebie w hallu głównym. No cóż, pan karze, sługa musi. Ta przynajmniej nie zamknęła nam drzwi przed nosem.
Kierując się na miejsce umówionego spotkania, dorwałyśmy po drodze kilkoro ubranych na czarno-biało ludzi i zakładając, że są studentami przepytałyśmy ich na okoliczność nadchodzącego roku akademickiego.
- Nudy - oznajmiła Dagma odsłuchując nagrane wypowiedzi. - Każdy gada, że studia dają im znakomite perspektywy na przyszłość, otwierają wiele możliwości, a po ich skończeniu wszyscy liczą na znalezienie dobrej pracy. Kto im takich bzdur naopowiadał? - wyznała szczerze zaskoczona. - Ktoś powinien ich wreszcie oświecić. Niech się frajerzy nie łudzą, że czeka ich świetlana przyszłość.
- Ty to potrafisz optymistycznie patrzeć na życie. - skwitowałam jej wypowiedź. Całe szczęście nie zdążyła zripostować, bo właśnie zjawiła się gotowa do rozmowy pani kanclerz.

wtorek, 3 lipca 2012

"La furia roja" tańczy w Polsce



Z racji zdobycia przez Hiszpanów pucharu Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, nie sposób nie napisać kilku słów o najbardziej znanym hiszpańskim tańcu.
Flamenco to jednak nie tylko taniec, ale też muzyka i śpiew. Powstał w położonej na południu kraju Andaluzji i czerpie wpływy z wielu kultur miedzy innymi hinduskiej, żydowskiej i arabskiej. Ma wiele odmian od lekkich, wesołych, po pieśni, które mówią o bólu i rozpaczy.
Posłuchajcie i zobaczcie sami:


http://beautychoice.blox.pl/2009/05/Magia-Flamenco.html



Na dokładkę, muzyka flamenco w wykonaniu jednego z najbardziej znanych twórców tego gatunku Paco de Lucii, znanego też jako Francisco Sanchez Gomez. Utwór "Entre dos aguas" czyli "Między dwiema wodami":
http://www.youtube.com/watch?v=yuIFpvUOuQw




Dla kontrastu coś z polskiego boiska, a dokładniej z Pomorza, gdzie stacjonowali obecni piłkarscy mistrzowie Europy. 
Dżek czyli niepolsko brzmiący taniec pomorskich rybaków:

http://www.youtube.com/watch?v=szcoJ5W_eYw


poniedziałek, 2 lipca 2012

Językowe dylematy.

-Takie są skutki bratania się z konkurencją. - powiedziała z wyrzutem Dagma, próbując usprawiedliwić swoje niepowodzenie, albo raczej obwinić za nie kogoś innego, po czym pognała w kierunku auli uniwersyteckiej.
Zauważyłam, że kiedy jeździłam na wspólne nagrania z nadpobudliwą koleżanką po fachu, mój język zachowywał jak 
przechadzająca się po czerwonym dywanie gwiazda filmowa . Stale chciał być na wierzchu i non stop wystawał na zewnątrz buzi tak, żeby go wszyscy dokładnie widzieli. Reagował tak w sytuacjach, kiedy miałyśmy niewiele czasu i urchamiałyśymy w nogach piąty bieg, żeby zdążyć na czas z nagraniem. A że niemal zawsze czasu nam brakowało, toteż jęzor non stop dydndał na wierzchu obijając się o brodę, którą przy tym obficie ślinił sprawiając, że moja twarz często przypominała mordę wściekłego buldoga szykującego się do ataku. Czasem zęby hamowały nieco zapędy jęzora i przygryzając go w trakie większych podskoków, zmuszały niesforny organ do ponownego schowania się w głąb paszczy. Niestety nie na długo, bo po chwili znów wyłaził oznajmiając wszystkim, że to on jest tutaj gwiazdą.
Chlopczyk wystawiajacy jezyk śmieszne
http://swiat-obrazkow.pl/

Często widziałam zniesmaczone spojrzenia mijanych po drodze ludzi, którzy postrzegali mnie jako pałającą żądzą zemsty, skrzywdzoną narzeczoną, która biegnie ukarać swojego oprawcę, tocząc przy tym hektolitry piany z ust. Nie miałam jednak czasu się tym przejmować, bo byłam zbyt zafrapowana próbą dogonienia uciekającej koleżanki.